29 grudnia 2014

Boże Narodzenie 2014



Święta, święta...i po świętach! Ileż było radości! Kacper poczuł tę magię świąt...


Wigilia

Cały wigilijny dzień postanowiliśmy spędzić tak, aby nie przeszkadzać pozostałym domownikom w przygotowywaniu kulinarnym świąt. Siedzieliśmy na "górze" w pokoju Kacpra, bawiliśmy się klockami Lego, czytaliśmy opowieści, wariowaliśmy do upadłego. Później Kacper zorganizował nam przymusowe oglądanie bajek z DVD "Mali Odkrywcy", po angielsku "Big Discoveries" :)

Do Wigilii zasiedliśmy ok godz. 17. Kacper nic nie jadł od ok 12, więc nagle poczuł się bardzo głodny, pomimo, że wcześniej proponowałam mu chleb z serkiem. Marudził więc niemiłosiernie podczas modlitwy, musieliśmy uspokoić go kawałkiem świeżo upieczonego chleba. Dzielenie się opłatkiem przebiegło dość sprawnie, więc szybko, co ucieszyło Kacperka, usiedliśmy do stołu. Natalka siedziała u Taty na kolanach, obryzając dziąsłami skórkę od chleba a Kacper umieścił się w swoim krzesełku i wciągał uszka.


Prezenty rozdawał prawie najmłodszy Kacper. Natalki czas przyjdzie za rok, o ile brat jej na to pozwoli. Z pomocą Dziadka, który czytał adresata, zanosił prezent do konkretnej osoby i, ku naszemu zdumieniu, nie szarpał i nie wyrywał cudze prezenty a cieszył się z własnych. Dostał od Gwiazdora piękny parking-garaż z autkami, pluszowe autko Speedy, piękną piżamkę w pasiaki, traktor z przyczepą i siewnikiem glebogryzarką :) Dostał też dwa wiadra klocków drewnianych ręcznie malowanych oraz wielkie auto policyjne. Na bogato!


Dni świąteczne przebiegały dość spokojnie, nieco rodzinnie i wyjazdowo. Byliśmy cały czas razem. Byliśmy w kościele na mszy, na której grała orkiestra, co go wcale nie zaciekawiło. Bardziej interesował się aniołkiem w szopce, któremu po wrzuceniu monety śmiesznie kiwa się główka. Tym sposobem pozbyliśmy się wszystkich drobniaków, zalegających w portfelu.


Czekamy teraz na sylwestrową noc. Będzie odjazdowo!




























22 grudnia 2014

Idą święta!



Nadszedł wreszcie ten magiczny czas, kiedy to dzieci siedzą pod choinką, jedzą tylko słodycze, oczekują wypasionych prezentów pomimo tego, że były mega niegrzeczne i wymyślają figle pod wigilijnym stołem. Nadszedł wreszcie ten cudowny czas, kiedy to nasz Syn Kacper w miarę "ogarnia" temat świąt.


Przygotowaliśmy się do tego czasu wspaniale.
Jest piękna choinką, którą Dziadzia wtargał tarasem do salonu. Kacper pomagał mu znosić kartony z ozdobami choinkowymi. Potem wspólnie ubieraliśmy drzewko, kontrolując sytuację, żeby zanadto bombek nie ubyło :)


Szaleństwo zaczęło się na dobre wtedy, gdy Dziadek zaczął rozkładać cukierki, które miały również znaleźć się na choince. Kacper każdy cukierek skrupulatnie brał pod pazuchę i raz za razem, jeden za drugim, ładował do buzi... Ehhh.....To tak apropo wątku "dzieci jedzą tylko słodycze"... :)



Bombki wieszaliśmy wszyscy. Kacper z Tatą, Mama, Ciocia Agatka i Kris, popularnie zwany "K!". Natalka obserwowała wszystko z poziomu fotelika leżaczka bujaczka :)


Po ubraniu wszystkich ozdób, Mama dokonała szybkiego remanentu :) Większość z nich, z dolnej części choinki, wywędrowała piętro wyżej :) Zwłaszcza cukierki!


Przed nami cudowne, świąteczne dni. Spędzimy je trochę domowo, ciut wyjazdowo, a na pewno wspólnie! Będą prezenty, będą pierogi, będą zimne ognie.

Będzie magicznie!

Wesołych Świąt!!!





























22 października 2014

Zdobywca - Odkrywca - Kacper




Kacper codziennie zaskakuje. Odkrywa świat na nowo, poznaje go każdym zmysłem.


Uwielbia smakować. Jeszcze jest na etapie wkładania wszelkich rzeczy do buzi i gryzienia, lizania, smakowania. Czy to zabawka, czy okruch z ziemi, czy żołądź z lasu. Sprawdza, pod naszym czujnym okiem, by krzywda się dziecku nie stała. Zajada się, jak to dziecko, słodyczami :) Uwielbia ciacia - wszelkiej maści ciasta domowe i ciasteczka sklepowe, które staramy się ograniczać. Kupiliśmy specjalną praskę do robienia różnych fikuśnych ciasteczek. Mama robi więc dla Kacpra ciastka, oszukując przepis i dodając nieco bardziej zdrowych półproduktów, jak otręby pszenne, mielone orzechy i wiórki kokosowe.


Uwielbia wąchać. Ostatnio "na tapecie" są wszystkie perfumy Kkk (Krzysia) i Dziadzia (Dziadka), jakie można odnaleźć w łazience, podczas kacprowego posiedzenia na nakładce. Wącha więc Old Spice, Str8, Davida Beckhama i Hugo Bossa. Wącha z nadzieją, że Mama lub Tata lub kto tam jest pod ręką, zrobią delikatnie "psikpsik" :) Po skończonym posiedzeniu pokaże też, zatykając nos, jak czuć również jego kupkę :)



Uwielbia patrzeć. Na kolorowe obrazki w swoich książkach. Na mijane po drodze auta, dźwigi, lampy, koparki i inne cuda. Patrzy w niebo i szuka kreski - białej smugi samolotu, którym zapewne leciał Dziadzia. Patrzy na Tatę, jak się goli, naśladując potem każdy ruch niewidzialną maszynką. Patrzy na Mamę, jak odkurza, wyrywając potem końcówkę odkurzacza, bo sam już przecież też potrafi. Wreszcie patrzy na Natalkę, jak się już do nas ładnie uśmiecha :)


Uwielbia słuchać. Słucha historii ze swoich książek, opowiadanych inaczej przez każdego z nas. Mama pokazuje, jak Rabuś kradnie pieniądze z banku a policjanci krzyczą "Rabuś, nie kradnij!". Tata opowiada, jak Rabuś kradnie i wsiada do swojego zdezelowanego wozu a policja goni ich wypasioną furą :)
Słucha naszych opowieści, codziennych, o pracy, o planach i zamiarach. I każde wypowiedziane w złą godzinę "jedziemy", "idziemy" często skutkuje buntem na pokładzie. Kacper jęcząc przeokropnie, w trybie przyspieszonym znajduje się w przedpokoju, chwyta za buty i głośno krzyczy "DADA!!!"...




Dziś Mama powiedziała: "Choć Kacperku, pokażemy Tatusiowi, gdzie włączyliśmy piec, żeby zjadł obiadek"...
Synek słowo piec skojarzył trochę inaczej, całkiem poprawnie (!), i zaprowadził Tatę do sterownika centralnego ogrzewania, wiszącego na ścianie. Sterownika do pieca grzewczego :) 
Co za bystrzak! :)




Kacper uwielbia dotykać. Bierze do rąk piasek i rzuca gdzie popadnie. Znajduje wszelkie kije w lesie i łamie, rzuca, macha i robi "pac pac" po kwiatach. Dotyka ciepłą główkę Natalki, robiąc "cacy" a potem całuje ją po rękach i stopach i gdzie tylko się da! 




Ma niesamowitą pamięć. Pewnego dnia, popołudniu, wkładaliśmy naczynia do zmywarki. Powiedzieliśmy do Kacpra: "Kacper, jak przyjdzie babcia, powiedz jej, żeby włączyła swój program do mycia". Minęło dość sporo czasu, gdy wróciła , więc nie przypuszczałam, że będzie pamiętał. Babcia weszła a on NATYCHMIAST podbiegł, chwycił ją za rękę i podprowadził do zmywarki :) 



Prawdopodobnie jest w tym, co piszę, dużo dumy i takiego rodzicielskiego podziwu dla własnego dziecka. Ale jednak On, na tle swoich rówieśników, wydaje się być nad wyraz mądry i elokwentny. W każdym razie, naszym zadaniem jest, by te zdolności pielęgnować i kierować na dobre tory. 


Oto kilka fotosów z naszych weekendowych wypadów. Uczymy się, jak przełazić wertepy, jak rozpalać ognisko, jak rzucać chleb kaczkom w jeziorze i jak budować zamki z piasku :)
Chwile te są dla nas bezcenne. 



























































14 października 2014

Kacpru dorasta.



Czas biegnie szybciutko. Widać to najbardziej po dzieciach, bo przecież nam - dorosłym - wydaje się, że jesteśmy wciąż tak samo silni i młodzi. 


Kacper od ostatniego wpisu na blogu i wyjazdu nad morze, zrobił się, wg nas, bardziej dojrzały. A w czym się to objawia? Otóż.... Po raz pierwszy zauważamy, że potrafi współdziałać w zabawie. Bierze swoje pudło pełne rozmaitych klocków, przynosi do kogoś z domowników i prosi w ten sposób o zabawę. Najlepiej wtedy układać mosty i tunele, pod którymi będą przejeżdżały samochody, traktory i wszystko, co na czterech kółkach się przemieszcza.


Kacper czyta bajki. Ma swoje ulubione:
- Reksio i Cztery Pory Roku
- Tomek i kłótliwe lokomotywy
- Radiowóz policjanta Pawła
- Śmieciarka Jarka
- Helikopter Piotrka 


Bierze książkę, podchodzi np. do Mamy i woła "yyyyyyy", wyciągając rękę z książką. Wtedy należy szybko opowiadać, co się dzieje na obrazkach (na pewno nie czytać tekst, bo za wolno to idzie), bo za chwilę przyniesie nową książkę :)


Kiedy odwiedzamy znajomych, którzy również mają dzieci, cieszy się z ich obecności. Co prawda, nie bawią się razem "w dom", ale też nie przeszkadzają sobie wzajemnie. Dotąd Kacper był szczęśliwy na widok innego dziecka, ale po chwili trzeba było być czujnym, by nie przyłożył mu zabawką. 


Dużo mówi. Mówi słowa zrozumiałe, dla wszystkich. Są to np. mama, tata, baba, dziadzia. Ale mówi też dużo słów, które rozumiemy tylko my :) Mamy z nim taki ustalony słownik wyrazów obcych :)
I tak np. daaaaa-da (z większym akcentem na pierwsze daaaa) - oznacza Danio. Bo już normalne da-da (z akcentem na drugą sylabę) oznacza, że Kacper chce iść na dwór :)

Ka-ka to książka, Pa-pa (z akcentem na pierwsze Pa) oznacza kupka. Bo oczywiście pa-pa (akcentowane na drugie pa) - to normalne "papa" na pożegnanie.

cia-cia to ciastko, ewentualnie ciasto, to zależy, co jest pod ręką :)

Talka - to Natalka

A Maaaaaaa-ma to Moli - kotek Niani :)


I tak mówi sobie nasz Kacper po swojemu, staramy się uczyć go nowych słów, by coraz mniej było słynnego "yyyyyyy" a coraz więcej takich naszych umownych nazw i zwrotów. 


Jedno jest pewne - można się z nim już doskonale porozumieć. Bo czego nie wypowie, to pokaże :)













































































































17 września 2014

Jedziemy nad morze!



Postanowiliśmy zorganizować wyprawę nad morze, w ramach urlopu Taty. Wyjazd wydawał się nam MegaSuperExtremalny do odbycia... W końcu pierwszy raz chcemy jechać z dwójką dzieci ponad 300km w jedną stronę, na więcej niż jeden dzień :) Ale co tam, my nie damy rady???


Już samo pakowanie okazało się być nie lada wyczynem :) To, że zabraliśmy ze sobą pół domu, to fakt. Ale to, że nasz Ford pomieścił te wszystkie rzeczy, zakrawa o cud! I spryt logistyczny Taty, który to wszystko upychał w nasz samochodzik. A wzięliśmy naprawdę duuuuużo: dwa wózki, krzesełko do karmienia, fotelik leżaczek-bujaczek, wanienkę, dwie torby podróżne z ciuchami, zabawki Kacpra, dwie Mega Paki pieluch, rower Taty z fotelikiem dla Kacpra, parawan, łóżeczko turystyczne z materacem i pościelą, mnóstwo jedzenia i na to wszystko jeszcze nocnik.


















To nic, że wyglądaliśmy jak "pospolita rumunia"...


Grunt, że mieliśmy wszystko, co było niezbędne do przetrwania :)


A o to tu właśnie chodziło. Aby przetrwać te 6 dni z dwójką naprawdę małych Maluchów, aby nie zwariować i cieszyć się widokiem i zapachem morza.


Było przedziwnie :)


Nigdy wcześniej nie przeżyliśmy takiego zmęczenia, jednocześnie też byliśmy szczęśliwi, że jesteśmy tam razem.


Sama podróż przebiegła nadzwyczajnie spokojnie. Być może to sprawa deszczu, który lał niesamowicie i nieco uspokajał nasze Maluchy. Poza tym, Kacper był wyjątkowo zaciekawiony, co to właściwie jest to "nadmorze", o którym rodzice tak często mówili.


Naszym lokum na te parę dni był domek letniskowy, drewniany, w przemiłym sąsiedztwie innych domków, 40m od morza. Pachniał lasem, piaskiem a rano rosą i słychać było delikatny szum morza. Tą ciszę doceniliśmy odrazu, ale gdy położyliśmy dzieci spać, okazało się, że chodząc w domku, słychać było każdy krok, trzask, wodę spod prysznica, otwarcie drzwi...Nasze dzieci, czułe na odgłosy, o dziwo dobrze spały. Wielkość domku była nieporównywalnie mniejsza to "terenu", jaki ma Kacper tu, gdzie mieszka. Wystarczy mu, że nabiega się po kuchni i już traci swoją energię. Natomiast tam, w małym domku, ledwo zrobił kilka kroków, już musiał uważać na ściany. Dlatego z naszej strony wymagał o wiele więcej spacerów, wypadów na placyk zabaw, bo tam poprostu się nudził.



















Morze okazało się dla niego niezbyt przerażające...Gdyby nie my, Kacper byłby w wodzie tuż przed "Morsami"...Wbiegał do wody, nie patrząc na nic! To samo działo się na plaży...Po kilku upadkach w piach, sam kładł się twarzą do ziemi, specjalnie po to, żeby poczuć to miękkie "Bam!"...A uśmiech nie schodził mu z buźki :) Wszystkie Pańcie sanatoriuszki - kuracjuszki "wyrywał" na swój szelmowski uśmiech i czar, puszczał oczko i mrugał zalotnie, po czym posyłał buźkę i robił "papa". Działało na wszystkie :)


Natalka była wspaniała. Dała nam zjeść obiad w knajpkach, pospacerować w spokoju i wyspać się w nocy. Mała podróżniczka :)
























Byliśmy na wycieczce w Kołobrzegu, obserwowaliśmy okręty, statki pirackie i mniejsze turystyczne. Spacerowaliśmy po parku i wdychaliśmy świeże powietrze, zajadając gofry. Największym naszym wyczynem była wycieczka do Gąsek, gdzie WSZYSCY, razem z Natalką, weszliśmy na latarnię morską :)









Z "nadmorza" wróciliśmy mega zmęczenia i bardzo szczęśliwi. Energię, poświęconą dzieciom, podładowaliśmy, ciesząc się przepięknym widokiem zachodzącego słońca w ostatni wieczór naszego pobytu. Przepraszam...Słońce nie zachodzi....Słońce robi "bam" do wody i idzie spać :)






















Ot, takie to życie z dziećmi :)