14 sierpnia 2015

Lato.


Letnie szaleństwa Kacpra i Natalki zaczęły się właściwie na początku lipca. Żłobek na miesiąc zamknięto, więc Kacper siedział w domu z kim popadło i rozrabiał :) Kilka dni z ciocią Renią, trochę z Tatą a trochę z babcią Elą lub Alą. Wszystkie te nianie były naprawdę super :) Dogadzały, bawiły się w najprzeróżniejsze zabawy, spacerowały i kupowały same słodkości :)


Upalne lato doskwierało nam bardzo. W dzień brakowało świeżego powietrza a w nocy duchota sprawiała, że dzieci spały niespokojnie i budziły się na "pitu".


Wymyślaliśmy więc różne wycieczki. Zaczęło się od rowerów. Mama z Natalką a Tata z Kacprem, jeździliśmy po Nowej Soli, do Parku Krasnala, Parku Wodnego na Kaczej Górce, przemierzaliśmy kilometry, chcąc poczuć trochę nowosolskiej bryzy :)


Kiedy nie było pogody, siedzieliśmy w domu i oglądaliśmy Strażaka Sama, Bąbelkowy Świat Gupików albo inne bajki z NickJr.


W naprawdę upalne dni wyjeżdżaliśmy nad wodę. Rozbiliśmy też basen w ogrodzie, w którym wymieniana co chwilę woda bardzo szybko stawała się cieplutka i przyjemnie kojąca.


Lato jest super, choć momentami nie do zniesienia. Ale długie wieczory pozwalają na chwilę oddechu, kiedy dzieci już położone do łóżek smacznie śpią.


Oby do następnego!













14 lutego 2015

Żłobek.



I oto stało się. Kacper poszedł do żłobka. Miniony tydzień był tym pierwszym, adaptacyjnym. Chodziliśmy codziennie na 9, zostawał w żłobku w pierwszy i drugi dzień na dwie godziny, później kolejne dni został tak długo, aż wstał z drzemki.

Pierwsze dwa dni zaskoczył mnie mój mały chłopczyk. Otóż... Po naszych opowiastkach, jak to fajnie będzie w żłobku, że będą dzieci, że będą zabawki, nasz Kacper po rozebraniu się i ubraniu paputków sam pokazywał palcem na salę i wołał "Dzieci!!!"... Po czym dawał rękę Pani i maszerował "na salę".

Od środy nastąpił spodziewany kryzys. Kacper poznał się, którędy wiedzie trasa do żłoba, i już w połowie drogi, w aucie, rozpoczynał pierwsze zawodzenie pt. "Niieeee!!!"...

W szatni następowało krótkie i sprawne przebieranie się, a po nim dość szybkie wyrywanie go z rąk Mamy. Oj, bolało to, bardzo...


Przeżywałam coś w rodzaju poporodowego Baby Blues. Płacz i zgrzytanie zębów. Początkowo płakałam, że go zostawiłam, że był przy mnie, że tak mu było dobrze. Widziałam jego smutne oczy, które krzyczały do mnie "Mamusiuuuuu!!!".....

:)


Później przeżywałam kolejne wątpliwości pt.: "Rozdzieliłam rodzeństwo! Tak im dobrze było razem, w domu, w ciepełku, przy mamusi..."... :)


Po drugim tygodniu żłobkowego szaleństwa, przyszła pierwsza szalona żłobkowa choroba... Katar, kaszel, katar, coraz głośniejszy kaszel, 37,5, katar, 38, paracetamol, kaszel, nurofen, 38,3......


Gdy zobaczyłam, jak moje dziecko samo (!) układa się do snu, poleguje na podusi, co mu się nie zdarza, dałam antybiotyk. Cierpiał, był zmęczony, śpiący, chory.
Ot, zachciało się żłobka.
Choroby muszą być. Nieodłączny to element każdego rodzica i każdego dziecka. Grunt, żeby być czujnym, rozważnym, nastawionym i przygotowanym na wszystko.


Kolejne dni przed nami. Mama wraca do pracy. Będzie intensywnie, będzie szybko i pewnie nieco bardziej chaotycznie. Wszyscy musimy się nauczyć nowego rozkładu jazdy.


Trzymajcie kciuki!